
Koniec gry Beyzy? Żądanie Cihana niszczy jej misterny plan! „Panna młoda” Odc. 84
Hancer zatrzymała się w półmroku korytarza, tuż za załamaniem ściany. Wychyliła się ostrożnie, niemal wstrzymując oddech. Jej twarz była napięta, a oczy szeroko otwarte — czujne i niespokojne.
Na końcu długiego, pustego korytarza zobaczyła go. Cihan stał przy drzwiach, wyprostowany, pewny siebie — jak zawsze. Po chwili drzwi się uchyliły. W progu pojawiła się kobieta. Hancer zmrużyła oczy, próbując dostrzec jej twarz, ale widziała tylko fragment sylwetki.
Cihan wszedł do środka bez wahania. Drzwi zamknęły się cicho. Serce Hancer zabiło mocniej.
– Dlaczego…? – wyszeptała do siebie, zaciskając palce na krawędzi ściany. – Dlaczego znowu tu przyszedłeś, Cihanie?
Jej spojrzenie stwardniało. W oczach pojawiła się determinacja, która jeszcze chwilę temu ustępowała miejsca bólowi.
– Jeśli chcesz, złość się i krzycz na mnie – dodała cicho. – Ale nie odejdę, dopóki nie dowiem się, dlaczego tu przychodzisz.
Wyszła z ukrycia. Jej kroki, choć ostrożne, były zdecydowane. Każdy kolejny przybliżał ją do odpowiedzi, której tak bardzo się bała.
Zatrzymała się przed drzwiami mieszkania. Przez chwilę tylko na nie patrzyła, jakby próbowała zebrać w sobie odwagę. Uniosła rękę…
Nagle w ciszy korytarza rozległ się dźwięk telefonu.
Hancer drgnęła gwałtownie. Szybko cofnęła rękę i sięgnęła do torebki. Na ekranie pojawiło się imię: Derya.
Zawahała się tylko przez moment, po czym odebrała.
– Tak, bratowo?
– Hancer, natychmiast tu przyjdź – padło ostre polecenie. – Mam już dość użerania się z twoim szalonym bratem!
W głosie Deryi nie było ani cienia cierpliwości.
Hancer zamknęła oczy, próbując powstrzymać narastającą frustrację.
– To nie jest dobry moment. Możemy porozmawiać później?
– Nie! Nie mogę czekać! On jest kompletnie poza kontrolą!
Jej głos drżał z gniewu i bezradności.
– Jeśli tu nie przyjdziesz i czegoś z tym nie zrobisz, zabiorę mojego syna i odejdę. Rozumiesz?
Te słowa zawisły w powietrzu. Hancer otworzyła oczy i spojrzała na drzwi przed sobą. Tak blisko… wystarczył jeden krok.
– Dobrze – powiedziała w końcu cicho. – Już idę.
Rozłączyła się powoli. Jeszcze przez chwilę stała nieruchomo.
– Kim ona jest? – wyszeptała.
Tym razem jednak nie zrobiła już kroku naprzód. Odwróciła się i odeszła, choć całym sercem chciała zostać i odkryć prawdę.
Jej kroki odbijały się echem w pustym korytarzu, a odpowiedzi zostały za zamkniętymi drzwiami.