To, co następuje za zamkniętymi drzwiami sali, mrozi krew w żyłach. Gdy zszokowana i zapłakana matka Mukadder próbuje przemówić mu do rozsądku, wychodzi na jaw najbardziej wstrząsająca prawda tej historii.
Kobieta, której Cihan tak rozpaczliwie szuka i o którą błaga, to ta sama osoba, która do niego strzeliła.
Zaczyna się emocjonalna gra pełna niewiadomych. Czy był to tragiczny wypadek, jak twierdzi ranny Cihan? A może bezwzględna próba morderstwa z premedytacją, jak uważa jego matka?
Dlaczego zdesperowany mężczyzna odtrąca matczyną troskę, broniąc kobiety, która niemal posłała go do grobu? Dlaczego ryzykuje własnym życiem, próbując uciec ze szpitalnego łóżka z ciężką raną brzucha?
To opowieść pełna skrajnych emocji, gdzie miłość niebezpiecznie miesza się ze zdradą. Prawda okazuje się znacznie mroczniejsza, niż mogłoby się wydawać.
Szpitalny korytarz był długi, chłodny i nienaturalnie jasny od białego światła jarzeniówek odbijającego się od wypolerowanej posadzki. Pachniało środkami dezynfekującymi, plastikiem, lekami i czymś jeszcze — ciężkim, nieuchwytnym, co zawsze unosi się w miejscach, gdzie ludzie czekają między nadzieją a rozpaczą.
Każdy krok Mukadder odbijał się echem. Kobieta, zwykle dumna i silna, teraz wyglądała, jakby ziemia usuwała się jej spod nóg. Obok niej szedł Nusret, równie poważny i napięty.
Powiedziano jej, że Cihan odzyskał przytomność. Dla matki była to chwila ulgi po dniach strachu i nieprzespanych nocach spędzonych pod oddziałem intensywnej terapii.
Kiedy pielęgniarka potwierdziła, że Cihan się obudził, Mukadder niemal pobiegła w stronę sali. Jednak wewnątrz wydarzyło się coś niepokojącego.
Cihan otworzył oczy. Początkowo nie wiedział, gdzie jest. Światło raziło go w oczy, a każdy oddech przypominał mu o bólu rozrywającym ciało po operacji.
Nagle wróciły wspomnienia: krzyk, broń, twarz Hancer zalana łzami, strzał i ciemność.
Pierwsze słowo, jakie wypowiedział, brzmiało:
— Hancer…
Pielęgniarka próbowała go uspokoić, ale on coraz bardziej wpadał w panikę.
— Gdzie jest moja żona?
Gdy nikt nie chciał odpowiedzieć, zrozumiał, że coś jest nie tak. W desperacji zaczął zrywać elektrody i próbował wstać z łóżka mimo świeżej rany.
Mukadder widziała wszystko przez szybę. Serce ścisnęło jej się z bólu i strachu. Jednak jeszcze bardziej przerażało ją to, że jej syn był gotów ryzykować własne życie dla kobiety, która do niego strzeliła.
W końcu weszła do sali. Próbowała uspokoić syna, ale on nie chciał słuchać nikogo poza Hancer.
Wtedy Mukadder wyznała prawdę:
— Odesłałam ją. Wygnałam ją z twojego życia.
Te słowa uderzyły Cihana jak cios.
— Jak mogłaś? — wyszeptał.
Matka nie kryła gniewu. Była przekonana, że Hancer zniszczyła ich rodzinę i niemal odebrała jej syna. Cihan jednak bronił żony, twierdząc, że strzał był wypadkiem.
Między matką a synem rozpoczęła się bolesna konfrontacja pełna żalu, pretensji i tłumionych emocji. Mukadder uważała, że chroni syna przed toksyczną miłością. Cihan widział w jej zachowaniu próbę kontrolowania jego życia.
W końcu powiedział:
— Nie zbudowałaś mi życia. Zbudowałaś mi klatkę.
Te słowa głęboko zraniły Mukadder.
Mimo bólu i wyczerpania Cihan nie przestał prosić:
— Znajdź ją. Przyprowadź ją do mnie.
Mukadder zrozumiała wtedy, że przegrała. Jej syn wybrał Hancer nawet wtedy, gdy leżał podłączony do aparatury i walczył o życie.
Po wyjściu matki Cihan został sam w sali. Ból rozdzierał jego ciało, ale myśli miał jasne — jeśli nikt nie znajdzie Hancer, zrobi to sam.
Dla świata Hancer mogła być winna. Dla Mukadder była zagrożeniem. Dla lekarzy przyczyną jego niebezpiecznego pobudzenia.
Ale dla Cihana była jedyną osobą, której imię wyrwało go z ciemności.
td4729