
Hancer na kolanach i dziecięca szczerość, która niszczy intrygę! Koniec kłamstw Yoncy
Gabinet lekarski jest jasny i sterylny, wypełniony cichym szumem aparatury. Na środku stoi łóżko do badań, obok monitor USG, którego ekran migocze chłodnym, niebieskawym światłem.
Yonca leży nieruchomo, napięta jak struna. Jej dłonie są zaciśnięte na brzegu łóżka, a spojrzenie ucieka gdzieś w bok — byle nie patrzeć ani na ekran, ani na stojącego obok Nusreta. Na jej twarzy nie ma radości ani ciekawości, tylko wyraźny niepokój i rosnące zniecierpliwienie.
Lekarka przesuwa głowicę aparatu po jej brzuchu, skupiona na obrazie.
— Wszystko jest w porządku — mówi spokojnie. — Ciąża rozwija się prawidłowo.
Yonca natychmiast podnosi głowę.
— Skoro wszystko dobrze, to czy mogę już wstać?
Lekarka spogląda na nią z lekkim zdziwieniem.
— Możesz… ale czy nie chcecie poznać płci dziecka?
Zapada krótka cisza.
— Nie — odpowiada Yonca zbyt szybko. — Wolimy niespodziankę.
Patrzy na Nusreta, wymuszając uśmiech.
— Prawda, kochanie?
Nusret nie odpowiada od razu. Jego spojrzenie wbite jest w ekran.
— Czy to nie za wcześnie? Już teraz można to sprawdzić?
— Oczywiście. To normalne na tym etapie… Twój syn ma dwanaście tygodni.
Słowa zawisają w powietrzu. Nusret nieruchomieje. Powoli przenosi wzrok na Yoncę.
— Dwanaście tygodni…
Yonca nie patrzy na niego.
— Ale my… nie znamy się aż tak długo, pani Yonco.
W gabinecie robi się duszno. Yonca milczy, a spojrzenie Nusreta twardnieje.
Salon rezydencji lśni elegancją. Fotografka przygotowuje sprzęt, a Mukadder siedzi wyprostowana na kanapie, obserwując wszystko chłodnym wzrokiem.
— Wszystko gotowe. Czekamy tylko na pana Cihana — oznajmia Gulcan.
Do salonu wchodzi Cihan, elegancki, z małą torebką prezentową w dłoni.
— A gdzie Hancer?
— W swoim pokoju. Nie jest w nastroju — odpowiada Mukadder.
Cihan bez wahania idzie na górę.
Hancer siedzi na skraju łóżka. Gdy go widzi, wstaje. Ma na sobie elegancką, pudroworóżową suknię. Wygląda pięknie, ale w jej oczach widać niepewność.
— Wyglądasz pięknie. Dlaczego nie zeszłaś?
— Pomyślałam, że powinniście zrobić zdjęcia sami… jako rodzina.
Cihan podchodzi bliżej.
— Co się zmieniło? Mama coś ci powiedziała, prawda?
Milczenie Hancer mówi wszystko.
Cihan obejmuje ją delikatnie.
— Chcę, żebyś zawsze była przy mnie. Jesteś panią tego domu.
Wyciąga pudełko z biżuterią i wręcza jej.
— To twój prezent ślubny.
Hancer przyjmuje go z wdzięcznością. Cihan zakłada jej naszyjnik.
— Teraz jesteś kompletna.
Podczas sesji zdjęciowej atmosfera jest napięta. Mukadder zachowuje chłód, aż w końcu wstaje i wychodzi, przerywając wszystko.
Cihan prosi o zdjęcia tylko z Hancer. Na zewnątrz, przy basenie i nad morzem, ich relacja zaczyna wyglądać inaczej — bardziej naturalnie, bliżej siebie.
Nad Bosforem Yonca próbuje się tłumaczyć.
— Przysięgam, nie wiedziałam… byłam pewna, że to twoje dziecko…
Nusret milczy, a potem wybucha.
— Zamknij się!
Jego głos jest lodowaty.
— Żyjesz tylko dlatego, że jesteś w ciąży.
Wyciąga pieniądze i wciska je w jej rękę.
— To wszystko, co ode mnie dostaniesz. Zniknij z mojego życia.
Yonca błaga, nawet proponuje usunięcie ciąży, ale Nusret odwraca się bez litości.
— Przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że mógłbym cię pokochać… Zniszczyłaś to.
Zrywa tesbih — koraliki rozsypują się po ziemi.
Mukadder siedzi w swoim pokoju. Gdy Hancer przychodzi, każe jej… masować sobie stopy.
Hancer, upokorzona, klęka i spełnia polecenie.
Nagle wpada Mine i widzi wszystko.
Podczas kolacji dziewczynka niewinnie mówi:
— Hancer myła babci stopy.
Zapada cisza.
Cihan dopytuje, a gdy prawda wychodzi na jaw, jego twarz twardnieje.
— Czy to prawda?
Hancer próbuje się tłumaczyć, ale Cihan wychodzi, nie mogąc opanować emocji.
Wieczorem Nusret rozmawia z córką Beyzą. Opowiada jej o Yonce i tym, jak ją wyrzucił.
Beyza słucha, a potem mówi spokojnie:
— Teraz moja kolej.
Jej problem jest w rezydencji — Hancer.
Pokazuje ojcu zdjęcia z sesji. Nusret wpada w gniew.
— Jak mogli mnie tak potraktować?!
Zaciska pięści.
— Jeszcze tego pożałują… wszyscy.