Niszczycielska zazdrość Bejzy i wygnanie. Mroczny sekret Hancer i tajemniczy sponsor.
W tym pełnym napięcia i dramatyzmu epizodzie ziarno zazdrości, które od dawna kiełkowało w sercu Bejzy, wybucha z niepohamowaną destrukcyjną siłą. Oślepiona obsesją i gniewem kobieta przekracza wszelkie granice, doprowadzając w środku nocy do niewybaczalnego, upokarzającego skandalu. Bez cienia litości atakuje Hancer, rzucając w nią bezpodstawnymi oskarżeniami o uwodzenie jej męża, Cichana.
Ta dramatyczna utrata kontroli kompromituje wszystkich dookoła, ale najboleśniej uderza w samą Bejzę. Wściekły i upokorzony Cicha nie staje po jej stronie. Wymierza jej najsurowszą z możliwych kar, wyrzucając ją z sypialni i odrywając od płaczącego w kołysce dziecka.

Jakby tego było mało, do akcji wkracza bezlitosna matriarchini, pani Mukadder. Zamiast sprawiedliwości wybiera gniew, zmuszając Melicha i całkowicie niewinną Hancer do natychmiastowego opuszczenia posiadłości na zawsze.
Jednak to, co najciekawsze, dzieje się w cieniu rodzinnej tragedii. Z dala od krzyków i awantur Hancer dźwiga na swoich barkach zupełnie inny, mroczny ciężar, o którym jej bliscy nie mają pojęcia. Zaszantażowana ogromną sumą pieniędzy, torbą pełną gotówki, która może uratować jej fundację, zostaje zmuszona do spotkania z potężnym, anonimowym sponsorem.
Kim jest tajemniczy mężczyzna pociągający za sznurki? Jakie ma intencje wobec zdesperowanej Hancer? I czy zraniona, wygnana z domu kobieta zdoła przetrwać tę niebezpieczną grę, w której stawką jest nie tylko honor, ale i jej przyszłość?
Hancer miała na sobie biały sweter, miękki i prosty, ale nawet jego ciepło nie było w stanie przebić chłodu, który wpełzł jej pod skórę. Siedziała na kanapie z dłońmi splecionymi na kolanach, lecz palce drżały jej tak wyraźnie, że Melich nie potrafił tego ignorować.

Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. Nie chciał naciskać. Wiedział, że każde słowo wypowiedziane zbyt szybko może stać się kolejną raną.
– Nadal nie mogę w to uwierzyć – wyszeptała w końcu Hancer. – Naprawdę nie mogę, Melich. Jak można dojść do czegoś takiego? Jak można spojrzeć komuś w oczy i oskarżać go o coś, czego nigdy nie zrobił?
Melich odetchnął ciężko. Gniew, który w nim narastał, nie był skierowany przeciwko niej, lecz przeciwko niesprawiedliwości, która zaciskała się wokół nich jak pętla.
– Zazdrość oślepiła ich wszystkich – powiedział cicho. – A najbardziej Bejzę. Ona już nie widzi człowieka. Widzi tylko wroga, którego sama sobie stworzyła.
W oczach Hancer pojawiły się łzy.
– Ale ja nic nie zrobiłam. Nic. Nie prosiłam o to. Chciałam tylko przetrwać… pracować… ochronić dziecko… znaleźć choć odrobinę spokoju.
Melich spojrzał na nią z bólem.
– Wiem.
– Czy naprawdę tak to wygląda z zewnątrz? Czy dla nich jestem kimś, kto chce odebrać komuś męża?
– Nie wszyscy tak myślą. Ale Mukadder i Bejza tak.
Hancer zamknęła oczy.
– To nie powinno tak wyglądać…
– Ten incydent był tylko pretekstem – odpowiedział Melich. – Oni na to czekali.
Hancer położyła dłoń na brzuchu. W jej milczeniu było drugie życie – niewinne i bezbronne.
– Może powinniśmy wyjechać… – powiedziała cicho. – Po prostu zniknąć.
Melich zawahał się, ale w końcu skinął głową.
– Jeśli chcesz, pojedziemy. Nie zostawię cię samej.

Wtedy ciszę przerwało gwałtowne uderzenie w drzwi. Potem kolejne. I krzyk pełen jadu:
– Hancer! Wyjdź!
Bejza.
Melich ruszył w stronę drzwi, mimo próśb Hancer.
Na zewnątrz Bejza stała jak burza – roztrzęsiona, z oczami pełnymi furii.
– Pokażę ci, kim jesteś! – krzyczała. – Myślałaś, że możesz udawać niewiniątko?
Za nią pojawiły się kobiety z rezydencji, próbując ją powstrzymać, ale było już za późno. Krzyki rozlewały się po całej okolicy.
W końcu pojawił się Cicha. Wściekły, zawstydzony.
– Wystarczy – powiedział lodowato.
Bejza jednak nie przestawała. Oskarżała, krzyczała, raniła.
– To kompromitacja – przerwał jej w końcu Cicha.
Te słowa uderzyły ją najmocniej.
Chwilę później Mukadder podjęła decyzję.

– Jutro rano wyjedziecie stąd na zawsze.
Hancer nie protestowała. Łzy spływały jej po twarzy w ciszy.
Melich próbował się sprzeciwić, ale było jasne, że decyzja zapadła.
W innym miejscu Engin siedział przy laptopie, analizując dokumenty fundacji. Sytuacja była krytyczna. Pieniądze od tajemniczego sponsora mogły wszystko uratować… ale miały swoją cenę.
– To nie jest zwykła pomoc – powiedział cicho. – To układ.
A Hancer była w samym jego centrum.
Tej samej nocy trzy miejsca skrywały trzy różne dramaty: Hancer płakała nad niesprawiedliwością, Bejza zmagała się z własnym upadkiem, a Engin walczył o przyszłość fundacji.
Nad wszystkim unosiło się jedno pytanie:
Ile jeszcze można zniszczyć w imię zazdrości, zanim nie zostanie już nic do ocalenia?—