Panna młoda odc. 98: Cemil poznaje prawdę i wyważa drzwi! Rusza na ratunek Hancer!

Aysu długo ściskała w dłoni złożoną karteczkę, jakby od jej ciężaru zależało powodzenie całej misji. Słońce stało wysoko, rozlewając jasne światło po cichej ulicy, gdzie powietrze drgało od letniego upału. Dziewczyna szła szybkim krokiem, co chwilę spoglądając przed siebie, jakby bała się, że zabraknie jej odwagi, zanim dotrze na miejsce.

W końcu zatrzymała się przed niewielkim sklepem. Cemil właśnie otwierał drzwi. Podniósł wzrok, jakby coś go zaniepokoiło, i wtedy zobaczył Aysu.

Dziewczyna podeszła bliżej, próbując opanować przyspieszony oddech.

– Jestem Aysu… córka Fadime – powiedziała cicho, ale wyraźnie. – Przychodzę z rezydencji.

Słowa ledwie wybrzmiały, a twarz Cemila natychmiast pobladła. Jego ciało zesztywniało, jakby przeczuwał najgorsze.

– Hancer… coś się stało, prawda? – wyrzucił z siebie gwałtownie. – Próbuję się do niej dodzwonić, ale telefon jest wyłączony… Powiedz mi, że nic jej nie jest!

– Nie… nie, siostra Hancer ma się dobrze, ale…

– „Ale”? – przerwał jej ostro, robiąc krok w jej stronę. – Więc dlaczego tu nie przyszła? Dlaczego wysłała ciebie?

Aysu zawahała się, spuszczając na chwilę wzrok.

– Nie mogła przyjść. Dlatego mnie przysłała.

Cemil nerwowo przeczesał dłonią włosy i złapał się za skronie.

– Nic z tego nie rozumiem… – mruknął bezradnie. – Mówisz tak, że mój mózg zamienia się w papkę. Powiedz wprost – o co chodzi?

Dziewczyna wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że nie może już dłużej odwlekać tej chwili.

– Najlepiej byłoby, gdybyś przyszedł do rezydencji…

– Nie! – przerwał jej natychmiast, niemal błagalnie. – Nie każ mi czekać. Powiedz teraz. Proszę… inaczej oszaleję.

Zapadła krótka cisza, ciężka i napięta. Aysu uniosła na niego spojrzenie, w którym mieszał się strach i determinacja.

– Nie wiem, od czego zacząć… – wyszeptała. – Brat Cihan… zamknął Hancer w pokoju.

Cemil znieruchomiał.

– Nie wypuszcza jej – dodała, a głos lekko jej zadrżał. – Nie pozwala jej nawet zobaczyć światła dziennego.

Słowa zawisły w powietrzu jak wyrok.

Z twarzy Cemila odpłynęła cała krew. Jego oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu, a usta lekko się rozchyliły, jakby próbował coś powiedzieć, lecz nie był w stanie wydobyć głosu. Świat wokół nagle stracił ostrość, a jedyne, co do niego docierało, to echo tych słów.

Hancer… uwięziona przez własnego męża.


Beyza siedziała skulona na jasnej, miękkiej kanapie, jakby chciała zniknąć w jej zagłębieniach. Ramiona miała ciasno skrzyżowane na piersi, a jej palce wbijały się w materiał bluzki. Drżała – nie z zimna, lecz z narastającego lęku, który ściskał jej gardło i nie pozwalał oddychać swobodnie. Wpatrywała się w podłogę, jakby szukając w niej odpowiedzi, których nikt nie chciał jej dać.

Drzwi otworzyły się z impetem. Nusret wszedł do środka szybkim, zdecydowanym krokiem. Jego obecność natychmiast wypełniła przestrzeń – ciężka, niepokojąca, nieznosząca sprzeciwu.

– Wkrótce przyjdzie Yonca – oznajmił chłodno, nawet na nią nie patrząc.

Beyza poderwała głowę. W jej oczach pojawił się strach.

– Tato… dlaczego? – zapytała drżącym głosem, podnosząc się powoli z kanapy. – Po co ją wezwałeś? Co zamierzasz jej powiedzieć?

Nusret spojrzał na nią w końcu, a jego spojrzenie było twarde jak kamień.

– Zapytam ją, czy jest jeszcze szansa, żeby pozbyła się tego problemu. Żeby dokonała aborcji.

Słowa spadły na Beyzę jak cios. Zachwiała się lekko, po czym zrobiła kilka kroków w jego stronę.

– Tato, błagam cię… – wyszeptała, a jej głos załamał się w połowie zdania. – To nasza ostatnia szansa. Nie możemy jej stracić.

– Szansa? – powtórzył z kpiną. – O jakiej szansie ty mówisz? To przez ciebie jesteśmy w tej sytuacji! – uniósł głos. – Naprawdę myślisz, że będziemy wychowywać cudze dziecko?

– To nie jest „cudze dziecko”! – wybuchła, z trudem powstrzymując łzy. – To… to jedyna droga, żeby wszystko naprawić. Błagam, nie odbieraj mi tego!

Nusret prychnął z pogardą.

– Twój były mąż już dawno cię skreślił – rzucił ostro. – Nawet gdybyś urodziła dziesięcioro dzieci, dla niego nie istniejesz! Zrozum to wreszcie. On się z tobą nie ożeni!

– Zamknij się! – krzyknęła nagle Beyza, wyrzucając ręce przed siebie, jakby chciała odepchnąć jego słowa. W jej oczach zapłonął gniew. – Nie zrezygnuję z Cihana!

W przypływie emocji sięgnęła po szklanki stojące na stoliku i z impetem zrzuciła je na podłogę. Rozległ się trzask tłuczonego szkła, który przeciął napiętą ciszę.

– Nie poddam się! – powtórzyła, ciężko oddychając.

Nusret w jednej chwili znalazł się przy niej. Chwycił ją mocno za ramiona, aż syknęła z bólu.

– Weź się w garść! – warknął, potrząsając nią lekko. – On już dawno z ciebie zrezygnował! Przestań ośmieszać siebie i mnie przy okazji!

W tej samej chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Oboje zamarli.

Nusret puścił ją gwałtownie, po czym nachylił się bliżej, mówiąc przez zaciśnięte zęby:

– Natychmiast się opanuj. – Jego ton był lodowaty. – Siadaj.

Pchnął ją lekko w stronę kanapy. Beyza opadła na nią bezwładnie, wciąż roztrzęsiona.

– Masz siedzieć cicho – ciągnął. – I nie waż się płakać przy Yoncy. Jeśli wyczuje słabość, zażąda dwa razy więcej. Najpierw ją nastraszę, a potem pozbędziemy się problemu.

Beyza uniosła na niego wzrok. W jej oczach błyszczały łzy, ale tym razem było w nich coś jeszcze – upór.

– Nie odzywaj się – dodał ostrzegawczo. – Bo to się dla ciebie źle skończy.

Dziewczyna powoli skinęła głową.

Ale kiedy Nusret odwrócił się, by iść otworzyć drzwi, jej dłonie zacisnęły się w pięści. Drżenie nie ustępowało, lecz w jej spojrzeniu nie było już tylko strachu.


Nusret wrócił do salonu z Yoncą. Jej pewny krok i wyprostowana sylwetka kontrastowały z napiętą atmosferą panującą w pomieszczeniu. Gdy tylko przekroczyła próg, jej spojrzenie natychmiast odnalazło Beyzę.

Jedno spojrzenie wystarczyło.

Blada twarz, zaciśnięte usta, drżące dłonie — Yonca zrozumiała wszystko, zanim padło choć jedno słowo.

Na jej ustach pojawił się chłodny, niemal drwiący uśmiech.

– Teraz już rozumiem, dlaczego do mnie zadzwoniłeś – powiedziała spokojnie, odwracając się do Nusreta. – Wasza gra się nie udała, prawda? – Jej głos stwardniał. – Chcesz mnie poprosić o aborcję, żeby dziecko przestało być problemem?

– Yonca, proszę… wysłuchaj nas – wtrąciła szybko Beyza, pochylając się w jej stronę. W jej głosie brzmiała rozpacz.

– Nie marnuj słów. – Yonca ucięła ostro. – Jest już za późno. Nie usunę dziecka. Lepiej przygotuj dla mnie pieniądze.

Nusret zrobił krok naprzód i bez ostrzeżenia chwycił ją za ramię. Jego palce zacisnęły się mocno, aż materiał jej bluzki się napiął.

– Czy życie ci zbrzydło? – zapytał cicho, ale w jego głosie pobrzmiewała groźba.

Yonca natychmiast wyrwała się z jego uścisku.

– Nie dotykaj mnie! – syknęła. – Jeszcze raz mnie złapiesz, a zacznę krzyczeć. Postawię na nogi całe sąsiedztwo.

– Spróbuj tylko – warknął. – Uduszę cię.

– Dość! – Beyza poderwała się z miejsca, stając między nimi. – Przestańcie! To jest nasz wspólny problem. Jeśli będziemy się tak zachowywać, niczego nie rozwiążemy. – Odwróciła się do ojca. – Usiądź, proszę.

Yonca, nie spuszczając z nich wzroku, pierwsza opadła na kanapę. Nusret usiadł obok niej, choć jego ciało pozostało napięte, jakby w każdej chwili mógł znowu wybuchnąć.

– Ja już wiem, jakie jest rozwiązanie – powiedział chłodno. – Znajdę odpowiedniego lekarza i zakończę to u źródła.

– Nie będę ryzykować życia! – odparła natychmiast Yonca. – Masz mi zapłacić.

Beyza pochyliła się lekko w jej stronę, jakby chciała zmniejszyć dzielący je dystans.

– Yonca… spróbuj nas zrozumieć – zaczęła łagodniej, niemal błagalnie. – Ten plan miał nas wszystkich uratować, ale Cihan się nie nabrał. To już nie jest kwestia pieniędzy. Dziecko to ogromna odpowiedzialność. Jak chcesz sobie z tym poradzić sama? Przecież sama mówiłaś, że nie chcesz tego ciężaru. Właśnie dlatego myślałaś o usunięciu ciąży.

– Nie potrzebuję twoich rad – przerwała jej Yonca, patrząc na nią chłodno. – Potrzebuję pieniędzy. – Odwróciła głowę w stronę Nusreta. – No więc? Zapłacisz czy nie?

– Nie – odpowiedział bez wahania. – Czy wyglądam na człowieka, który daje się szantażować? Chciałaś mnie wrobić w cudze dziecko, a teraz liczysz na dziesięć milionów?

– Tato, proszę… – Beyza spróbowała jeszcze raz, ale jej głos był coraz słabszy.

– Nie widzisz, co ona robi? – przerwał jej ostro, wskazując na Yoncę. – Ona nie chce tego dziecka. Chce tylko pieniędzy.

– Ona jest w najtrudniejszej sytuacji z nas wszystkich – odpowiedziała cicho Beyza. – Spróbuj ją zrozumieć.

Yonca uśmiechnęła się krótko, bez cienia ciepła.

– Nie tutaj powinnam negocjować – rzuciła. – To strata czasu.

Podniosła się, zarzucając torebkę na ramię. Zrobiła krok w stronę wyjścia, ale Nusret znów ją zatrzymał, chwytając za ramię.

– Co masz na myśli? – zapytał podejrzliwie.

Yonca spojrzała na niego spokojnie. Zbyt spokojnie.

– Jeśli pójdę do Cihana – zaczęła powoli – dostanę dwa razy więcej. Dwadzieścia milionów. Da mi je tylko po to, żeby pozbyć się twojej córki.

Na twarzy Nusreta pojawił się cień furii. Jego dłonie zacisnęły się w pięści.

– Jeśli to zrobisz…

– A dlaczego miałabym nie zrobić? – weszła mu w słowo. – Co mnie powstrzyma?

– Nie co, tylko kto! – odpowiedział lodowato, patrząc jej prosto w oczy.

Yonca nawet nie drgnęła. W jej spojrzeniu nie było strachu – tylko chłodna pewność. Znała jego największy sekret — wiedziała, że on i Mukadder mieli udział w śmierci ojca Cihana. I właśnie teraz nadarzała się okazja, by wykorzystać tę wiedzę i wreszcie się na nim odegrać.

Przez chwilę panowała cisza.

– Czyli chcesz, żeby każdy z nas poszedł swoją drogą? – zapytała w końcu, jakby już pogodziła się z sytuacją.

– Dokładnie tak – odparł Nusret bez wahania.

Yonca skinęła głową.

– W porządku.

Odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Jej kroki były spokojne, pewne, jakby to ona właśnie wygrała tę rozgrywkę.

Drzwi zamknęły się za nią cicho.

A w salonie pozostało napięcie, które zamiast zniknąć, tylko zgęstniało.


Słońce stało wysoko nad rezydencją, a jego ostre światło odbijało się od tafli basenu, rozrzucając na ścianach migotliwe refleksy. Na tarasie panował pozorny spokój — szeroki drewniany stół, kilka krzeseł ustawionych w równym rzędzie i cisza przerywana jedynie delikatnym pluskiem wody.

Cihan siedział po jednej stronie stołu, lekko pochylony do przodu, z rękami splecionymi na blacie. Naprzeciw niego — Mukadder i Sinem. Obie milczały, ale napięcie między nimi było wyczuwalne niemal fizycznie.

– Ostatnio byłem zajęty własnymi problemami – zaczął spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewała stanowczość. – Zaniedbałem was. To mój błąd.

Zrobił krótką pauzę, przesuwając wzrokiem od matki do bratowej.

– Dlatego teraz chcę to naprawić. Skoro już siedzimy razem, powiedzmy sobie wszystko wprost. Bez niedomówień, bez sekretów. Rozwiążmy to jak rodzina. – Spojrzał na Sinem. – Zgoda, bratowo?

Sinem zmarszczyła lekko brwi, wyraźnie zdezorientowana.

– Nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz…

Cihan oparł się wygodniej, ale jego spojrzenie pozostało czujne.

– W tej rodzinie nic nie powinno wychodzić na zewnątrz. – Jego ton stwardniał. – Czy to normalne, żeby o naszych sprawach rozmawiać z obcymi?

– Oczywiście, że nie… – odpowiedziała ostrożnie Sinem. – Ale naprawdę nie wiem, o co chodzi.

– W takim razie powiem wprost. – Nachylił się lekko. – Chcesz prowadzić samochód?

Na twarzy Sinem pojawiło się zrozumienie, ale i napięcie.

– A więc o to chodzi – westchnęła cicho. – To nie jest tak, jak myślisz…

– Nie pytam o okoliczności – przerwał jej. – Pytam o ciebie. Chcesz czy nie?

Sinem zawahała się przez moment, jakby ważyła każde słowo.

– Nie planowałam tego – przyznała w końcu. – To Mine zaczęła nalegać… chciała, żebym sama ją woziła. Uległam jej, ale potem żałowałam.

Cihan skinął głową, jakby właśnie potwierdził coś, co już wcześniej podejrzewał.

– W takim razie sprawa jest prosta. – Jego głos stał się spokojniejszy. – Będziesz prowadzić. Zamówię ci samochód.

Mukadder drgnęła, ale nie odezwała się ani słowem.

– Kupisz mi samochód? – zapytała Sinem z niedowierzaniem. – To naprawdę niepotrzebne… Dopiero wróciłam za kierownicę. Jeśli coś uszkodzę… tylko się zestresuję.

– Żaden samochód nie jest wart więcej niż twoje bezpieczeństwo – odpowiedział Cihan bez wahania. – Ale jeśli w ten sposób będziesz czuła się bardziej komfortowo, na razie korzystaj z jednego z naszych. A kiedy poczujesz się pewnie, kupię ci taki, jaki sama wybierzesz.

Sinem spojrzała na niego z wyraźnym wzruszeniem.

– Nie spodziewałam się tego… Dziękuję.

– Nie ma za co. – Jego ton znów się zmienił, stał się bardziej poważny. – Ale zapamiętaj jedno: jeśli masz problem, przychodzisz do mnie. Nie do obcych.

Sinem spuściła wzrok.

– Nie chciałam się skarżyć… Jeśli tak to odebrałeś, przepraszam.

Cihan skinął głową, jakby temat był zamknięty.

– Dobrze. W takim razie przejdźmy dalej. – Spojrzał uważnie na bratową. – Czy jest coś jeszcze, czego ode mnie oczekujesz?

– A czego ona może jeszcze chcieć? – wtrąciła ostro Mukadder. – Dajesz jej wszystko, choć o nic nie prosi. Teraz nawet samochód chcesz jej kupić.

– Mamo, nie o tym mówię. – Cihan spojrzał na nią chłodno, po czym wrócił wzrokiem do Sinem. – Bratowo, czy jesteś z nami szczęśliwa?

– To już przesada! – wybuchła Mukadder. – Co to za pytania?!

– Mamo! – jego głos przeciął powietrze jak ostrze. – Nie ciebie pytam.

Zapadła cisza.

– Wiesz, jak bardzo zależy mi na tobie i na Mine – dodał ciszej, ale z wyczuwalną emocją. – Mój brat powierzył mi was pod opiekę.

– Wiem – odpowiedziała cicho Sinem. – Niech Bóg cię błogosławi.

– Wasze szczęście jest dla mnie najważniejsze. – Cihan nie odrywał od niej wzroku. – To twój dom. Ale jeśli nie czujesz się tu dobrze, możesz odejść. W każdej chwili.

Mukadder aż cofnęła się na krześle.

– Co ty mówisz?! – oburzyła się. – Najpierw odebrałeś mi wnuka, a teraz chcesz zabrać wnuczkę?!

Cihan spojrzał na nią uważnie, niemal badawczo.

– Czego się boisz, mamo? – zapytał spokojnie. – Dlaczego bratowa miałaby nas nie wybrać? Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Jeśli popełniłem jakiś błąd, nie był celowy. – Zrobił krótką pauzę. – Ale jeśli ty masz coś na sumieniu… to już inna sprawa. Może boisz się, bo nie byłaś dla niej dobra?

Mukadder odwróciła wzrok.

– Skąd ci to przyszło do głowy…?

– W takim razie pozwól jej odpowiedzieć. – Cihan znów zwrócił się do Sinem. – Czy czujesz się tu dobrze? Czy masz do nas żal? Czy moja mama zrobiła ci coś złego?

Mukadder rzuciła Sinem szybkie, niemal niezauważalne spojrzenie — ale było w nim ostrzeżenie. Groźba.

Sinem zamarła.

W jej oczach pojawił się cień wspomnień — wszystkich tych chwil, kiedy milczała, kiedy znosiła więcej, niż powinna. Jej usta lekko się rozchyliły, jakby wreszcie miała zdobyć się na odwagę i wypowiedzieć prawdę — wyznać wszystko, co przez długi czas tłumiła w sobie: upokorzenia, strach i ból, których doświadczała z rąk Mukadder.

I wtedy…

– Panie Cihanie! – rozległ się nagle podniesiony głos.

Fadime wbiegła na taras, wyraźnie zdyszana.

– Szybko! Pan Cemil próbuje wyważyć drzwi!


Cemil z całych sił napierał na drzwi, uderzając w nie barkiem raz za razem. Drewno jęczało pod naporem, zawiasy skrzypiały przeciągle, aż w końcu zamek puścił z głuchym trzaskiem. Drzwi otworzyły się gwałtownie.

Wpadł do środka niemal z impetem — i w tej samej chwili Hancer rzuciła się w jego ramiona.

— Bracie… — wyszeptała, a w jej głosie zabrzmiała ulga tak głęboka, jakby właśnie wyrwano ją z koszmaru.

Cemil objął ją mocno, jakby chciał upewnić się, że naprawdę stoi przed nim cała i zdrowa.

— Kochanie, nic ci nie jest? — zapytał drżącym głosem, odsuwając ją lekko, by spojrzeć jej w oczy. — Ten drań… nie zrobił ci krzywdy?

Hancer pokręciła głową.

— Nie, nic mi nie zrobił. Ja tylko… chcę stąd wyjść. Proszę.

— W takim razie nie ma na co czekać. Idziemy — odpowiedział stanowczo.

Ujął ją za rękę i ruszył w stronę drzwi. Hancer przylgnęła do niego, jakby bała się, że jeśli choć na chwilę go puści, znów zostanie zamknięta.

Nie zdążyli jednak zrobić dwóch kroków.

W progu stanął Cihan. Jego postawa była napięta, a spojrzenie twarde jak kamień.

— Hancer nigdzie nie pójdzie — powiedział chłodno, choć w jego głosie pobrzmiewała wściekłość. — Zostaw moją żonę.

Cemil zatrzymał się, ale nie cofnął ani o krok. Jego dłoń zacisnęła się mocniej na dłoni siostry.

— Nie mam twojej siły ani twojej władzy — odparł spokojnie, lecz z niezłomną determinacją. — Mam tylko jedno: życie. I jeśli trzeba, oddam je za nią.

Na moment odwrócił głowę, spoglądając na Hancer, która skryła się za jego plecami.

— Zabierzesz mi ją dopiero wtedy, gdy przestanę oddychać.

Cihan zrobił krok naprzód, jego szczęka napięła się niebezpiecznie.

— Posłuchaj mnie uważnie, Cemilu. Nie wtrącaj się. To, co dzieje się między mną a Hancer, nie jest twoją sprawą. Ona jest na mnie zła — tak, wiem o tym — ale to coś, co rozwiążemy między sobą. Dojdziemy do porozumienia.

Cemil parsknął gorzko.

— Do porozumienia? — powtórzył z niedowierzaniem. — Zamknąłeś ją jak więźnia, odebrałeś jej wolność i mówisz o porozumieniu?

Jego głos podniósł się, drżąc od tłumionego gniewu.

— Gdyby chciała z tobą zostać, nie błagałaby mnie o pomoc. Nie wzywałaby mnie tutaj, żeby ją ratować!

Cihan przeniósł spojrzenie na Hancer. W jego oczach pojawił się cień zawodu.

— A więc to prawda… — powiedział ciszej. — Tak bardzo chcesz odejść? Jak zdołałaś do niego zadzwonić?

Hancer nie odpowiedziała. Opuściła wzrok, a jej milczenie było bardziej wymowne niż jakiekolwiek słowa.

— Masz jeszcze czelność zadawać pytania? — wtrącił ostro Cemil. — Człowieku, ty nie masz wstydu!

Zrobił krok naprzód, osłaniając siostrę.

— Trzymasz w jednym domu dwie kobiety! Pod jednym dachem! Do tego twoja była żona jest z tobą w ciąży! I ty mówisz o honorze? O uczuciach?

Cihan zacisnął pięści, ale nie przerwał mu.

— Teraz wszystko zaczyna się układać — ciągnął Cemil. — Zastanawiałem się, dlaczego nie pojawiłeś się na zaręczynach. Dlaczego nie założyłeś pierścionka na jej palec. Dlaczego traktowałeś nas jak powietrze.

Jego głos przeszył przestrzeń jak ostrze.

— Okazało się, że zamiast ciebie przyszła na zaręczyny twoja była żona…

Zapadła ciężka cisza.

— Jak mogłeś, Cihanie? — dodał ciszej, ale z jeszcze większym bólem.

Hancer ścisnęła rękę brata.

— Bracie, proszę — odezwała się cicho. — Nie kłóćmy się. Chodźmy stąd. Ja tylko chcę wyjść… chcę być daleko od tego wszystkiego.

W jej głosie nie było już gniewu — tylko zmęczenie i pragnienie ucieczki.

Cihan jednak nie zamierzał odpuścić.

W jednej chwili podszedł bliżej i chwycił Cemila za koszulę, szarpiąc go w swoją stronę i wyciągając na korytarz.

— Nie zmuszaj mnie do rzeczy, których będę żałował — warknął przez zaciśnięte zęby. — Zejdź mi z drogi. Wynoś się stąd!

Jego spojrzenie było lodowate.

— Nikt nie zabierze mi Hancer.

Cemil wyrwał się z jego uścisku, poprawiając koszulę. W jego oczach płonął upór.

— To jeszcze nie koniec — powiedział twardo. — Wrócę tu. Z policją.

Zatrzymał się na moment i spojrzał mu prosto w oczy.

— Nie zostawię mojej siostry w twoich rękach.


Cihan zamknął drzwi gabinetu z głuchym trzaskiem. Klucz obrócił się w zamku raz, drugi — stanowczo, bez cienia wahania. Hancer została sama.

On zaś ruszył szybkim krokiem do salonu.

Kilka chwil później cała służba stała już ustawiona w równym rzędzie. Gulsum, Fadime, Aysu i Melih milczeli, z opuszczonymi głowami, jakby przeczuwali nadciągającą burzę.

Cihan zatrzymał się naprzeciw nich.

— Kto z was jest zdrajcą?! — jego głos przeciął powietrze jak ostrze. — Kto zadzwonił do Cemila?!

Nikt się nie odezwał. Zrobił krok do przodu.

— Ten, kto to zrobił, nie ma tu już czego szukać. Powiedzcie prawdę, zanim sam ją odkryję.

Podszedł bliżej. Jego spojrzenie było chłodne, przenikliwe. Zatrzymywał wzrok na każdym z nich po kolei, jakby próbował zajrzeć w głąb ich myśli.

Najdłużej patrzył na Aysu.

Dziewczyna pobladła, jej dłonie zaczęły drżeć. Unikała jego spojrzenia, ale to tylko pogłębiało podejrzenia.

Cihan już otwierał usta, gotów wskazać winnego.

— To ja do niego zadzwoniłam.

Słowa Sinem spadły na wszystkich jak grom.

Wstała powoli z kanapy. Jej twarz była spokojna, ale w oczach czaiło się napięcie.

Cihan zesztywniał. Szczęka mu się napięła.

— Wszyscy wyjdźcie — rzucił krótko.

Służba nie potrzebowała powtórzenia. Po chwili salon opustoszał. Zostali tylko oni: Cihan, Sinem i Mukadder.

Cihan podszedł do bratowej. Stanął naprzeciw niej, blisko — zbyt blisko, by można było udawać obojętność. Patrzył na nią długo, gniewnie… ale milczał.

Cisza zaczęła ciążyć.

— A więc to nie obcy nas zdradził — odezwała się w końcu Mukadder z chłodną ironią. — Tylko ktoś z najbliższych wbił nam nóż w plecy.

— Mamo, wystarczy — przerwał ostro Cihan. — Wyjdź.

Mukadder uniosła brwi.

— Słyszałaś mnie. Wyjdź.

W jego głosie nie było miejsca na sprzeciw. Kobieta odwróciła się niechętnie i opuściła salon, rzucając jeszcze Sinem pełne pretensji spojrzenie.

Cihan opadł na kanapę, jakby nagle zabrakło mu sił. Oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach. Przez dłuższą chwilę nie mówił nic.

Gdy w końcu się odezwał, jego głos był już spokojniejszy — ale cięższy.

— Nie chciałem jej skrzywdzić — powiedział cicho. — Chciałem tylko, żeby została sama… żeby pomyślała. Żeby zrozumiała.

Podniósł głowę i spojrzał na Sinem.

— Nie chciałem, żeby nasze małżeństwo się rozpadło.

Wstał powoli.

— Wiesz, w jakiej sytuacji mnie postawiłaś?

Zrobił krok w jej stronę.

— Nie jestem na ciebie zły — dodał, po czym zawahał się na ułamek sekundy. — Jestem zraniony.

Jego spojrzenie złagodniało, ale tylko na chwilę.

— To ty powiedziałaś mi, żebym walczył o miłość. Posłuchałem cię. Zrobiłem dokładnie to, co mi doradziłaś.

Cisza między nimi znów zgęstniała.

— Dlaczego więc pozwoliłaś jej odejść? — zapytał ciszej. — Dlaczego pozwoliłaś jej mnie zostawić?

Sinem nie odpowiedziała.

— Gdyby zrobił to ktoś inny — kontynuował — wyrzuciłbym go stąd bez wahania. Nie dostałby nawet szklanki wody.

Odwrócił wzrok.

— Ale wobec ciebie… jestem bezsilny.

Westchnął ciężko.

— Powiedziałem już wcześniej. Jeśli chcesz zostać — zostań. Jeśli chcesz odejść — odejdź. To twoja decyzja.

Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się i wyszedł.

Jego kroki poniosły go prosto do gabinetu.

Otworzył drzwi gwałtownie.

Zatrzymał się w progu.

Hancer stała przy biurku, z telefonem przy uchu. Na dźwięk otwieranych drzwi drgnęła i natychmiast odsunęła słuchawkę, jakby została przyłapana na czymś zakazanym.

Ich spojrzenia się spotkały.

— Hancer… — odezwał się Cihan, a w jego głosie znów pojawiło się napięcie. — Co ty robisz?

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 71.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Bonnie Tyler (74) in coma na spoedoperatie

Zangeres Bonnie Tyler (74) ligt in een kunstmatige coma na een dringende darmoperatie in een ziekenhuis in Portugal, waar ze woont. Dat meldt een woordvoerder. Woensdag werd…

Gijs van Bij Ons Op Het Kamp opnieuw opgenomen in het ziekenhuis: ‘We kunnen niets anders dan afwachten’

De gezondheid van Gijs, bekend van ‘Bij Ons Op Het Kamp’, is opnieuw verslechterd. De realityster onderging onlangs een ingrijpende operatie aan zijn alvleesklier, waarna er ernstige…

Linda de Mol dankbaar voor ‘lieve woorden’ van Ali B-slachtoffer Naomi

Linda de Mol (66) is Naomi, een van de vrouwen die door Ali B (44) is verkracht, dankbaar voor haar ‘lieve woorden bij Humberto’. Dat laat de…

Woningbrand Oldenzaal waarbij kind overleed was noodlottig ongeval

De woningbrand in Oldenzaal die zondag een minderjarig meisje het leven kostte, was een “noodlottig ongeval”. Tot die conclusie is de politie gekomen. Het strafrechtelijke onderzoek naar…

Vrachtwagen en bestelbus in brand bij tankstation langs A16

Terug Een vrachtwagen en bestelbus staan in brand Streekomroep Bij een tankstation langs de A16 bij Hendrik-Ido-Ambacht hebben vrijdagochtend een vrachtwagen en bestelbus in brand gestaan. Daarbij…

Furia Ciana i szokujące wyznanie. Brutalne starcie wstrząsa murami rezydencji. Cian, doprowadzony do granic wytrzymałości, staje do walki o własne życie i niezależność. Mukader chłodno manipuluje wszystkimi,…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *