
Gdy Sinan i Aynur odzyskują przytomność, odkrywają, że ponownie są przywiązani do krzeseł. Na dodatek ich nadgarstki oplatają zimne kajdanki, odbierając im resztki swobody.
— Nie bój się, znajdziemy rozwiązanie — mówi Sinan, starając się dodać otuchy swojej towarzyszce. — Wydostaniemy się stąd, obiecuję.
Aynur spogląda na niego z przerażeniem w oczach. Jej oddech jest urywany, a ciało drży od strachu.
— Nie uda nam się… Umrzemy tutaj… — szepcze z rozpaczą.
— Nie pozwolę na to — odpowiada prokurator stanowczo. — Poza tym chcę dokończyć rozmowę, którą nagle przerwaliśmy.
Aynur marszczy brwi, próbując zrozumieć, do czego nawiązuje.
— Jaką rozmowę?
— Zapytałaś mnie o brata — przypomina Sinan. Bierze głęboki oddech, jakby to, co chce powiedzieć, było dla niego trudne. — Zdenerwowałem się wtedy na ciebie, bo go straciłem. A wspominanie tej straty jest dla mnie nie do zniesienia.
— Bardzo mi przykro, panie Sinanie. Przyjmij moje kondolencje. Ja też straciłam brata. I wiesz, co jest najgorsze? Gdy żył, nie doceniałam go. Raniłam go swoimi wielkimi, absurdalnymi ambicjami. Dopiero po jego śmierci zrozumiałam, jak bardzo mi na nim zależało. Ale co z tego, skoro było już za późno? Nie ma dnia, żebym nie myślała o tym, jaką byłam egoistką.
Patrzy mu prosto w oczy.

— Nie wiem, jak straciłeś brata, ale znam ten ból. I dlatego błagam… Obiecaj mi, że wydostaniemy się stąd razem.
Sinan patrzy na nią przez dłuższą chwilę, po czym kiwa głową.
— Obiecuję. Ale ty też mi coś obiecaj.
— Co takiego?
— Że gdy się stąd wydostaniemy, będziesz dalej dla mnie pracować.
Aynur waha się tylko przez moment, po czym uśmiecha się blado.
— Zgadzam się.
— W takim razie wydostaniemy się stąd za wszelką cenę.
Nagle oboje dostrzegają kamerę w rogu pomieszczenia. Sinan odwraca wzrok i pochyla się lekko w jej stronę.
— Poproszę cię o dwie rzeczy — szepcze niemal bezgłośnie. — Nie patrz na mnie, mogą nas obserwować.
Aynur spuszcza wzrok, udając, że patrzy w podłogę.
— Mam ochotę na tarhanę — dodaje nagle Sinan. — Przygotujesz ją dla mnie, kiedy się stąd wydostaniemy?
Aynur spogląda na niego zdziwiona, ale kiwa głową.
— Dobrze. A druga sprawa… — kontynuuje Sinan. — Twoja spinka do włosów. Musimy się pozbyć kajdanek.
— Za pomocą spinki? — szepcze zdumiona. — Jak niby mamy to zrobić?
Na twarzy prokuratora pojawia się cień uśmiechu.
— Jako dziecko otwierałaś zamki, żeby dobrać się do jedzenia ciotki. Myślę, że dasz radę i tym razem. Ale musimy być ostrożni. Oprzyj głowę na moim ramieniu.
Aynur kręci głową.
— Ale…
— Jeśli chcemy, żeby niczego się nie domyślili, musisz to zrobić.
Z ciężkim westchnieniem Aynur przechyla głowę i opiera ją na jego ramieniu. Sinan delikatnie zatapia dłoń w jej długich, kręconych włosach, udając, że ją pociesza. Po chwili dyskretnie przekazuje jej spinkę.
— Jesteś pewien, że nas nie słyszą? — szepcze drżącym głosem Aynur.
Sinan przez chwilę milczy, po czym mówi szeptem:
— Nie wiem. Ale musimy spróbować.
Nana i Poyraz wracają do warsztatu, gorączkowo próbując ściągnąć obrączki z palców. Choć siłują się, kręcą, szarpią, pierścionki ani drgną.
— Nie chcą zejść, cokolwiek byśmy nie robili! — Nana wzdycha, wciąż próbując zsunąć biżuterię. — Jeśli ciocia Cennet to zobaczy, będziemy skończeni!
— To proste. Rozetniemy je — odpowiada Poyraz z nonszalancją.
— Nie ma mowy! — Nana odsuwa dłoń, jakby chciał jej zrobić krzywdę. — To pamiątka. Powinniśmy oddać je parze, która naprawdę na to zasługuje!
Nagle drzwi warsztatu otwierają się.
— Dzień dobry, dzieci! — rozlega się dobrze znany, głęboki głos.
To Tekin, opierając się na lasce, z trudem przekracza próg.
— Ledwo tu przyszedłem, ale jak widzę, trafiłem w idealnym momencie!
Nim Nana i Poyraz zdążą wymyślić jakąś wymówkę, pojawiają się kolejne osoby. Do środka wchodzą Cennet i Cansel.
Serce Nany zamiera. Poyraz momentalnie chowa ręce za plecami.
— Dzień dobry, mamo — odzywa się Poyraz, starając się, by jego głos brzmiał normalnie. — Co was tu sprowadza?
— Poszłyśmy na zakupy i postanowiłyśmy zajrzeć po drodze — odpowiada Cennet, rozglądając się po warsztacie.
— Wychowałaś wspaniałego syna — wtrąca Tekin z uznaniem, zwracając się do Cennet.
— Mamo, to wujek Tekin. A to moja mama, sułtanka Cennet, i moja bratowa Cansel — przedstawia Poyraz, nieznacznie cofając się o krok.
— Miło mi — mówi Tekin, uśmiechając się szeroko. — To wielki zaszczyt poznać rodzinę Poyraza. Dzieci, czy przekazaliście już dobrą nowinę swoim bliskim?
— Jaką dobrą nowinę? — pyta podejrzliwie Cennet, patrząc na syna spod przymrużonych powiek.
— Ach, widzę, że jesteście tacy nieśmiali! — Tekin wzdycha teatralnie. — No już, pokażcie swoje obrączki. Podzielcie się swoim szczęściem!
Poyraz i Nana nieruchomieją. Ich twarze przybierają identyczny wyraz przerażenia. Nie mają jednak wyjścia. Powoli wyciągają ręce, ukazując błyszczące obrączki na swoich palcach.
Cennet patrzy na syna z niedowierzaniem. Jej spojrzenie zamraża atmosferę w pomieszczeniu.
— Co… co to jest, Poyrazie?! — jej głos drży.
Poyraz przełyka ślinę.
— Mamo… Nana i ja… zaręczyliśmy się.
— CO?! — Cennet robi krok w tył, jakby dostała obuchem w głowę. — Za… zaręczyliście się?!
Jej oczy zachodzą mgłą, oddech przyspiesza. I nim ktokolwiek zdąży zareagować, osuwa się na podłogę, tracąc przytomność.
Ayse prosi Ferita o rozmowę na osobności. Spotykają się na zewnątrz, gdzie chłodne powietrze owiewa ich twarze.
— Co jest tak ważnego? — pyta Ferit, spoglądając na nią uważnie.
Ayse bierze głęboki oddech, jakby zbierała siły na to, co ma zamiar powiedzieć.
— Proszę, wysłuchaj mnie spokojnie, bo to, co ci powiem, może wydawać się niewiarygodne. Prokuratorka Leyla… ona nie jest tym, za kogo się podaje. Jest niebezpieczna, Ferit. Bardzo niebezpieczna. I, szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy jest do końca zdrowa psychicznie.
Ferit marszczy brwi, patrząc na nią z powątpiewaniem.
— Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
— Byłam świadkiem jej załamania nerwowego. Gdy ogłoszono, że będę pracować razem z tobą nad sprawą, wpadła w furię. Rozbiła lustro w łazience.
Ferit unosi brwi i parska cicho, jakby nie wierzył własnym uszom.
— Nie mogę w to uwierzyć — mówi w końcu.
Ayse przytakuje gorzko.
— Ja też na początku nie mogłam…
— Nie, Ayse, mam na myśli ciebie. — Komisarz przerywa jej, potrząsając głową z niedowierzaniem. — Sinan i Aynur są w niebezpieczeństwie, a ty zajmujesz się… czym właściwie? Teoriami spiskowymi?
— To nie teoria spiskowa! — Ayse podnosi głos, ale szybko się hamuje. — Leyla stanowi ogromne zagrożenie. To osoba, która nie potrafi kontrolować swojego gniewu. Może to ona podała Dodze środek nasenny. Przecież ja nigdy nie zostawiłabym leków na wierzchu! Nie mam dowodu, ale… czuję to, Fericie. Wiem, że mi nie wierzysz, ale błagam, nie ignoruj tego. Nie chcę jej w pobliżu mojego domu i mojej córki.
Robi krok bliżej i patrzy mu prosto w oczy.
— Leyla jest w stanie skrzywdzić każdego. Także ciebie.
Ferit nie odpowiada od razu. Przez chwilę mierzy ją wzrokiem, po czym kiwnięciem głowy daje do zrozumienia, że przyjął jej słowa do wiadomości. Nie mówi jednak nic więcej. Odwraca się i odchodzi, zostawiając Ayse z niepokojem ściskającym jej serce.
Cennet podejmuje radykalną decyzję. Spakowana, pełna oburzenia, opuszcza dom, nie zamierzając zaakceptować małżeństwa syna, na które nie wyraziła zgody.
Nana i Poyraz odnajdują ją na przystanku autobusowym. Siedzi sztywno na ławce, z dumnie uniesioną brodą, lecz jej oczy zdradzają ból.
— Zdeptałeś swoją matkę, a teraz z uśmiechem nosisz pierścionek na palcu! — mówi lodowatym tonem. — Życzę wam szczęścia!
— Ale… nie jesteśmy zaręczeni — oświadcza Nana stanowczo.
Cennet marszczy brwi i spogląda na nią z dezorientacją, po czym przenosi wzrok na syna.
— To prawda, mamo — przyznaje Poyraz. — Nie jesteśmy.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 658. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.