Panna młoda odc. 90: Cihan rozdziela Hancer i Beyzę! Konflikt eskaluje!

Poranek był jasny i spokojny — morze lśniło w oddali, a miękkie światło wpadało przez szeroko otwarte drzwi balkonowe, poruszając delikatnie białe firany. Wszystko wokół zdawało się oddychać ciszą i harmonią… tylko nie one.

Ponieważ Beyza odmówiła śniadania, Hancer — nie chcąc zostawiać jej samej — poprosiła Fadime, by przygotowała posiłek również dla niej. Miała nadzieję, że w towarzystwie Beyza przełamie opór i choć trochę zje.

Usiadły naprzeciwko siebie na balkonie. Między nimi stał niewielki stolik, a na nim taca z prostym śniadaniem: świeży chleb, oliwki, ser i szklanka soku pomarańczowego. Powietrze było ciepłe, pachniało morzem i zielenią, ale Beyza zdawała się tego nie dostrzegać.

Siedziała nieruchomo, ze spuszczoną głową, jakby cały ciężar świata spoczywał na jej ramionach.

Hancer przyglądała się jej z troską.

— Co się stało? — zapytała łagodnie.

Beyza pokręciła lekko głową, a jej głos był cichy, niemal obojętny:

— Nie staraj się na próżno… Pozwól mi zrobić to, co muszę.

Hancer nachyliła się w jej stronę, próbując złapać jej spojrzenie.

— Beyzo, spójrz na mnie. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci. Tylko… nie poddawaj się.

Beyza uniosła wzrok. W jej oczach błysnęło coś niejednoznacznego — ból zmieszany z czymś głębszym.

— Nie czuję się dobrze, kiedy jesteś dla mnie miła.

— Dlaczego tak mówisz? — zdziwiła się Hancer.

— Bo… niszczysz mnie swoją dobrocią.

Te słowa zawisły między nimi ciężko i niewygodnie.

— Ja tylko próbuję ci pomóc — odpowiedziała cicho Hancer.

W tym samym momencie drzwi do pokoju otworzyły się bezgłośnie.

Cihan stanął w progu.

Nie wszedł od razu. Zatrzymał się w pół kroku, częściowo ukryty za firaną, i spojrzał w stronę balkonu. Widział je obie — ale one nie widziały jego.

A przynajmniej nie Hancer.

Beyza zauważyła go natychmiast. Jej spojrzenie tylko na ułamek sekundy przesunęło się w jego stronę… po czym wróciło do Hancer, jakby nic się nie stało.

— Ja… okłamałam cię — powiedziała nagle.

Słowa przecięły powietrze.

Cihan zesztywniał. Jego szczęka się napięła, a w gardle poczuł suchość.

— Nie chcę już tego ukrywać — ciągnęła Beyza spokojnie. — Powiem ci prawdę.

Cisza zgęstniała.

— Jestem zakochana w moim mężu, Hancer.

Cihan przymknął na moment oczy. Ulgę, która go zalała, trudno było ukryć — choć sam nie chciał jej poczuć. Na szczęście nie powiedziała jej tej najważniejszej prawdy.

— Chcę tego dziecka… bardziej niż czegokolwiek — mówiła dalej Beyza. — A to, co zrobiłam… ta decyzja… była tylko próbą ukarania mojego męża. Chciałam, żeby cierpiał.

Hancer wstrzymała oddech.

— Traktujesz z dobrocią kobietę, która była gotowa zabić własne dziecko — dodała Beyza, opuszczając wzrok. — Nie potrafię tego znieść.

Hancer sięgnęła dłonią w jej stronę, jakby chciała ją uspokoić.

— Wiedziałam — powiedziała cicho. — Wiedziałam, że tego nie zrobisz. Że chcesz tego dziecka… i że kochasz swojego męża. To widać w twoich oczach.

Beyza uśmiechnęła się blado.

— Szkoda tylko, że on tego nie widzi…

— Zobaczy — odparła stanowczo Hancer. — Musi. Dziecko wszystko zmieni.

Beyza pokręciła głową.

— Ja niczego nie chcę dla siebie. Myślę tylko o nim… o tym dziecku. — Zawiesiła głos na chwilę. — Dałam mu trzy dni. Albo wróci do mnie i weźmie odpowiedzialność… albo uczyni ze mnie morderczynię.

W tym momencie cisza pękła.

Cihan wyszedł z cienia i wszedł na balkon.

Jego twarz była chłodna, zamknięta, jakby nic z tego, co przed chwilą usłyszał, nie miało znaczenia.

— Hancer — powiedział krótko.

Ona odwróciła się zaskoczona.

— Wstawaj. Idziemy.

Nie czekał na odpowiedź. Chwycił ją za ramię — stanowczo, niemal szorstko — i poprowadził do środka.

Firany znów poruszyły się lekko, gdy zniknęli w pokoju.

Na balkonie została tylko Beyza.

Sięgnęła spokojnie po szklankę z sokiem pomarańczowym. Przez chwilę patrzyła na powierzchnię napoju, jakby widziała w nim coś więcej niż własne odbicie.

A potem uniosła szklankę do ust.

Na jej twarzy pojawił się delikatny, niemal błogi uśmiech.


Cihan poprowadził Hancer do samochodu.

– Cihanie, puść moją rękę! – Dziewczyna wyrwała się. – Dokąd jedziemy?

– Ja do pracy, a ty do brata.

– Nie chcę. Muszę zostać w domu. Jeśli zostawię Beyzę samą, natychmiast dokona aborcji. Skoro ty nie chcesz mieć z nią nic wspólnego, ja będę jej wsparciem.

– Hancer, dość! Powiedziałem ci, żebyś się nie wtrącała. Zajmę się wszystkim. Wsiadaj!

Hancer niechętnie zajmuje miejsce na fotelu pasażera. Samochód odjeżdża.


W kuchni panował pozorny spokój — taki, który łatwo mógł rozpaść się pod ciężarem niewypowiedzianych słów. Na środku stała czarna, lśniąca wyspa, na której ustawiono talerze z jedzeniem, świeże pieczywo i małe szklanki na herbatę. Zapach gorącego naparu unosił się w powietrzu, mieszając się z aromatem oliwek i przypraw.

Gulsum opierała się łokciami o blat, zamyślona i wyraźnie przytłoczona. Obok niej Aysu z wprawą nalewała herbatę z czajnika do niewielkich szklanek, pilnując, by każda była idealnie pełna. Melih siedział przy wyspie, jedząc w milczeniu, jakby próbował odgrodzić się od napięcia, które wisiało w powietrzu.

— Dziękuję — powiedział, unosząc szklankę i lekko się uśmiechając.

— Chcesz coś jeszcze? — zapytała Aysu łagodnie, zerkając na niego kątem oka.

— Nie, dziękuję. — Pokręcił głową. — Twoje ręce są naprawdę złote.

Aysu uśmiechnęła się lekko, ale w jej spojrzeniu nie było radości — tylko zmęczenie.

W tym momencie do kuchni weszła Fadime, wyraźnie poruszona. Jej twarz była napięta, a oddech ciężki, jakby od dłuższego czasu tłumiła w sobie emocje.

— Pani Beyza jest okrutna — powiedziała bez wstępu, zatrzymując się przy stole. — Manipuluje wszystkimi, udając ofiarę. Patrzeć na to nie mogę.

W kuchni zapadła cisza. Aysu odstawiła czajnik i spojrzała na matkę z zaskoczeniem.

— Wreszcie masz odwagę powiedzieć to głośno, mamo.

Fadime pokręciła głową, jakby sama była zmęczona własnym milczeniem.

— A co mam zrobić? — westchnęła ciężko. — Kiedy widzę Hancer w takim stanie… serce mi pęka. Ta biedna dziewczyna robi wszystko, żeby ją zadowolić. A tamta… — urwała, zaciskając usta — wykorzystuje to bez skrupułów.

— Nie gniewaj się, ale Beyza nie jest jedyną osobą, którą można tu winić — odezwała się Gulsum, unosząc głowę. W jej głosie pobrzmiewała stanowczość. — Cihan też jest tak samo winny. Powinien powiedzieć Hancer prawdę. Dawno temu.

Melih odłożył widelec i spojrzał na nie poważnie.

— To nie jest takie proste, jak wam się wydaje — powiedział spokojnie. — On znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony dziecko, za które musi wziąć odpowiedzialność, z drugiej kobieta, którą naprawdę kocha. Strach przed jej utratą potrafi sparaliżować.

— Czyli twierdzisz, że mężczyzna nie zrobi kroku, jeśli nie wie, jak kobieta zareaguje? — zapytała Gulsum, unosząc brwi.

Melih wzruszył ramionami.

— Czasem zrobi. Ale najczęściej… woli wiedzieć, na czym stoi. A takie rozmowy… — zawahał się na moment — nie należą do łatwych. Nie dla każdego.

Podniósł się powoli z miejsca.

— Miłej pracy.

Wyszedł, zostawiając po sobie jeszcze cięższe milczenie.

Gulsum odprowadziła go wzrokiem, po czym zwróciła się do pozostałych:

— Gdyby Hancer znała prawdę… czy zachowywałaby się w ten sposób wobec Beyzy? Czy dalej by jej ufała?

— Po raz pierwszy się z tobą zgadzam — przyznała Fadime cicho. — Pan Cihan odwleka wszystko, bo boi się stracić Hancer. Ale to tylko pogarsza sytuację. Powinien powiedzieć jej prawdę jak najszybciej. Przecież nawet nie wiedział o ciąży Beyzy, kiedy się rozwodzili.

— To niczego nie zmienia — przerwała jej Gulsum stanowczo. — Ożenił się od razu po rozwodzie. Teraz to dziecko… — spojrzała w dół — może dorastać bez ojca.

Aysu skrzyżowała ręce na piersi, a w jej oczach pojawił się błysk gniewu.

— A Beyza jest lepsza? — zapytała ostro. — Jaka kobieta zaprzyjaźnia się z żoną swojego byłego męża? Ona coś planuje. Chce zmusić Cihana do powrotu. I nie zawaha się wykorzystać dziecka, żeby to osiągnąć.

Zrobiła krok bliżej, ściszając głos:

— Ona gra. Z Hancer. Z wszystkimi. Jeśli Cihan nie zdobędzie się na odwagę, ktoś inny będzie musiał powiedzieć prawdę. Hancer robi z siebie… — urwała, zaciskając zęby — pośmiewisko.

— Nie waż się, córko! — Fadime spojrzała na nią ostro, niemal groźnie. — Ani słowa więcej. Wszystko, co tu padło, zostaje między nami. Nie wtrącaj się. Nie szukaj kłopotów.

Aysu zamilkła, ale jej spojrzenie mówiło jedno — nie podda się tak łatwo.


Czarny Mercedes zatrzymał się cicho przy krawężniku, tuż przed niewielkim domem Cemila, ukrytym wśród zieleni i starych drzew. Silnik jeszcze pracował, ale w środku panowała cisza — ciężka, napięta, pełna niedopowiedzianych słów.

Hancer bez słowa odpięła pas. Jej ruchy były szybkie, zdecydowane, jakby chciała jak najszybciej znaleźć się poza tym miejscem. Sięgnęła do klamki.

— Hancer… — głos Cihana zatrzymał ją w pół ruchu.

Zawahała się, ale nie spojrzała na niego od razu.

Cihan wpatrywał się w nią przez chwilę, jakby szukał właściwych słów. Jego twarz, odbita w przedniej szybie, była napięta, zmęczona — a w oczach kryło się coś więcej niż złość. Bezradność.

— Wiem, że jesteś na mnie zła — zaczął ciszej. — I masz do tego prawo. Ale uwierz mi… dla mnie to też nie jest łatwe.

Hancer powoli odwróciła głowę. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę.

— Wszyscy czegoś ode mnie chcą — kontynuował. — Wujek, mama… Beyza. Każdy mówi, że mogę wszystko naprawić. Że to ode mnie zależy, jak to się skończy.

Uśmiechnął się gorzko.

— Może i mają rację. Może mogę. I zrobię to. Przysięgam, znajdę rozwiązanie.

Zawahał się, po czym dodał ciszej:

— Ale kiedy patrzysz na mnie w ten sposób… — jego głos lekko się załamał — mam wrażenie, jakby ktoś wbijał mi nóż prosto w serce.

Hancer nie odpowiedziała. Jej spojrzenie złagodniało tylko na ułamek sekundy, ale zaraz znów się zamknęło.

— Daj mi trochę czasu — poprosił. — I nie naciskaj mnie… dobrze?

Przez chwilę panowała cisza. W końcu Hancer skinęła lekko głową — ledwie zauważalnie, jakby nie chciała przyznać mu racji, ale też nie miała już siły się sprzeciwiać.

Cihan nachylił się i delikatnie musnął jej policzek. Ten gest był ciepły, niemal czuły — jak echo dawnych chwil, które wciąż między nimi trwały.

Hancer otworzyła drzwi i wysiadła. Ruszyła w stronę domu, nawet się nie oglądając. Jej kroki były szybkie, zdecydowane, choć w ich rytmie kryło się napięcie.

Cihan nie odjechał.

Został na miejscu, opierając dłonie o kierownicę. Jego wzrok podążał za nią, dopóki nie zniknęła za drzwiami.

Wtedy opuścił głowę.

Nie podoba mi się, że stawiam cię w takiej sytuacji — przemknęło mu przez myśl. — Chciałbym powiedzieć ci prawdę…

Zacisnął szczękę.

Ale się boję. Boję się, że jeśli to zrobię… już nigdy na mnie nie spojrzysz.

Westchnął ciężko, czując, jak to wyznanie — choć wypowiedziane tylko w myślach — boli bardziej niż jakiekolwiek słowa.

I właśnie to było najtrudniejsze.


Nowoczesny gabinet tonął w chłodnym świetle. Na szerokim biurku leżały porozrzucane dokumenty, notatniki i elegancka lampa. Po drugiej stronie biurka, na krzesłach przeznaczonych dla gości, siedzieli już Engin i Yasemin — wyprostowani, skupieni, jakby od dawna czekali na tę rozmowę. W głębi pomieszczenia, pod ścianą, stała jasna sofa, zupełnie teraz ignorowana, jakby całe napięcie skupiło się wyłącznie przy biurku.

Drzwi otworzyły się gwałtownie. Cihan wszedł szybkim krokiem, nawet nie zdejmując marynarki. Zatrzymał się na moment, jakby próbował zebrać myśli, po czym spojrzał na nich ciężkim wzrokiem.

— Co się stało? — zapytała Yasemin natychmiast, prostując się na fotelu. W jej głosie pobrzmiewało napięcie. — Hancer poznała prawdę?

Cihan pokręcił głową, przeczesując dłonią włosy.

— Nie… — odpowiedział cicho. — I chyba właśnie dlatego wszystko jest jeszcze gorsze.

Zrobił kilka kroków po gabinecie, jak drapieżnik zamknięty w klatce.

— Czasami myślę… — zaczął, zatrzymując się przy biurku — że byłoby lepiej, gdybyśmy nigdy się nie spotkali. Życie bez miłości… bez tego wszystkiego.

Zaśmiał się gorzko, ale w jego oczach nie było ani odrobiny humoru.

— Ale kiedy tylko próbuję sobie wyobrazić życie bez niej… — ściszył głos — krew zamarza mi w żyłach. Nie mogę wrócić do tej pustki. Nie mogę stracić Hancer.

Yasemin wymieniła krótkie spojrzenie z Enginem.

— Dobrze — powiedziała spokojniej. — Wiemy, jak bardzo ją kochasz. Ale to dziecko musi się urodzić.

Cihan zacisnął palce na nasadzie nosa, jakby próbował powstrzymać narastający ból. Zaczął znowu chodzić po pokoju.

— Wiem — wyrzucił z siebie. — Właśnie dlatego mam związane ręce. Oddałbym życie za to dziecko… za mojego syna.

Zatrzymał się i spojrzał na nich z rozpaczą.

— Ale nie mogę wrócić do Beyzy. Nie potrafię. Znienawidzę ją za to, że stanęła między mną a Hancer.

Zawahał się, po czym dodał ciszej:

— A to dziecko? Miałoby dorastać w domu, w którym nie ma miłości? Czy to nie byłaby największa niesprawiedliwość?

Podszedł do biurka i ciężko opadł na fotel.

— Powiedzcie mi… — spojrzał na nich bezradnie — co mam zrobić? Jestem w potrzasku. Nie mogę stracić Hancer.

Yasemin westchnęła cicho.

— Najgorsze, że Beyza wróciła do rezydencji — powiedziała. — Ona i Hancer pod jednym dachem… to bomba z opóźnionym zapłonem.

— Hancer nic nie wie — dodał Cihan. — I przez to pomaga Beyzie. Opiekuje się nią.

Zacisnął dłonie.

— Czasami mam ochotę po prostu zniknąć. Wyjechać z nią gdzieś daleko. Wyłączyć telefony, zostawić wszystko za sobą i zacząć od nowa.

Engin uniósł brwi, patrząc na niego uważnie.

— Myślisz, że zmiana miejsca rozwiąże problem? — zapytał spokojnie. — A twoja matka? Zostawisz ją? Ona by tego nie przeżyła.

— Engin ma rację — przytaknęła Yasemin. — Ucieczka niczego nie rozwiąże.

Pochyliła się lekko do przodu, patrząc Cihanowi prosto w oczy.

— Posłuchaj mnie uważnie. Wróć do domu. Usiądź z Hancer i powiedz jej wszystko. Całą prawdę.

Cihan pokręcił głową niemal odruchowo.

— Próbowałem — powiedział. — Nawet zapytałem ją kiedyś, co by zrobiła w takiej sytuacji.

Zamilkł na moment.

— Powiedziała, że odeszłaby bez wahania.

W gabinecie zapadła cisza.

Yasemin westchnęła z irytacją i potrząsnęła głową.

— Dobrze. Załóżmy, że dalej będziesz to ukrywał. — Jej głos stał się ostrzejszy. — Ale za sześć miesięcy będziesz trzymał to dziecko na rękach. Co wtedy zrobisz?

Cihan opuścił wzrok.

— Nie wiem…

— Cihanie — odezwał się Engin, spokojnie, ale stanowczo — im dłużej zwlekasz, tym będzie gorzej. To już koniec drogi. Nie masz gdzie uciec.

Zrobił krótką pauzę.

— Musisz stanąć z tym twarzą w twarz. Powiedzieć Hancer prawdę.

— Dokładnie — dodała Yasemin. — Nie masz wyboru. Prędzej czy później i tak się dowie.

Cihan podniósł wzrok, a w jego oczach pojawił się upór.

— Powiedziałem wam, że mnie zostawi.

Yasemin prychnęła cicho.

— Boże, jaki ty jesteś uparty… — Pokręciła głową. — Lepiej, żeby cię zostawiła, niż żeby cię znienawidziła.

Spojrzała na niego twardo.

— Bo wtedy przynajmniej zostanie ci nadzieja.


Derya siedziała nieruchomo, wpatrując się w Hancer z niedowierzaniem. Jej oczy rozszerzyły się, a usta lekko rozchyliły, jakby przez chwilę zabrakło jej słów.

— Co ty zrobiłaś?! — wyrzuciła w końcu, niemal podnosząc głos. — Przyprowadziłaś Beyzę do rezydencji?!

Hancer spuściła wzrok na swoje dłonie, które nerwowo splatała na kolanach.

— Bratowo… co miałam zrobić? — odpowiedziała cicho. — Chciała usunąć dziecko. Ledwo zdążyłam ją zatrzymać. Stała już niemal w drzwiach…

Derya prychnęła, kręcąc głową.

— Brawo. Naprawdę wspaniale, Hancer. Nie mogłaś się lepiej „wykazać”.

— Proszę… — Hancer podniosła na nią błagalne spojrzenie. — Chociaż ty mnie nie oceniaj. Cihan od rana nie przestaje mnie za to krytykować. Przywiózł mnie tutaj tylko dlatego, żebym nie była przy niej.

Derya spojrzała na nią ostro, pochylając się lekko do przodu.

— Dziewczyno, czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? — zapytała z niedowierzaniem. — Chcesz, żeby Cihan się z tobą rozwiódł? O co ci właściwie chodzi? Dlaczego zachowujesz się tak, jakbyś sama szukała problemów?

Hancer zacisnęła usta, a w jej oczach pojawił się cień uporu.

— To nie jest kwestia tego, co jest między Beyzą a jej byłym mężem — powiedziała stanowczo. — Tu chodzi o dziecko. O niewinne życie. Jak mogłam ją zostawić w takim stanie? Ona nie ma nikogo… nikogo, komu mogłaby się zwierzyć.

Derya uniosła brwi, patrząc na nią chłodno.

— Mów sobie, co chcesz — odparła twardo. — Ale ja tej kobiecie nie ufam. I nigdy nie zaufam. Jest przebiegła. I wcale nie zasługuje na twoją dobroć.

Hancer zmarszczyła brwi, zaniepokojona tonem jej głosu.

— Co masz na myśli? — zapytała powoli. — Co ty wiesz, czego ja nie wiem?

Derya zawahała się na moment, jakby ważyła słowa.

— Ta cała Beyza… — zaczęła ostrożnie. — Czy ona przypadkiem nie jest blisko związana z byłą żoną Cihana?

Hancer wzruszyła ramionami, nie wykazując zainteresowania.

— I co z tego? — zapytała. — Co to zmienia?

Derya pokręciła głową z irytacją.

— Zmienia bardzo dużo. Ona próbuje was skłócić. Pomyśl… — Nachyliła się bliżej. — Pamiętasz, jak umówiła cię na spotkanie z byłą żoną Cihana? Ta kobieta się nie pojawiła. A zamiast niej, zupełnym przypadkiem, zjawił się Cihan.

Hancer na moment zamilkła, jakby analizowała te słowa, ale zaraz potrząsnęła głową.

— Może po prostu zmieniła zdanie — odpowiedziała spokojnie. — Albo zrozumiała, że nie ma sensu mieszać w naszym życiu. To przeszłość Cihana. Ufam mu. Nie mam powodu, żeby się tym przejmować.

Derya westchnęła ciężko, jakby traciła cierpliwość.

— Ty może nie masz z nią problemu, ale ona ma z tobą — powiedziała cicho, lecz stanowczo. — A Beyza zawsze jest gdzieś pomiędzy. Zawsze coś knuje.

Zatrzymała na Hancer poważne spojrzenie.

— Dlatego posłuchaj mnie dobrze… trzymaj się od niej z daleka.

Hancer opuściła wzrok. Jej ramiona lekko opadły, jakby nagle zabrakło jej sił na dalszą rozmowę. Westchnęła cicho, ale nic nie odpowiedziała.


Derya nie spuszczała z niej wzroku. W jej spojrzeniu nie było już tylko złości — pojawiła się też troska, podszyta niepokojem.

— Posłuchaj mnie uważnie i wreszcie weź się w garść — powiedziała stanowczo, z naciskiem na każde słowo. — Jesteś dobrą, szlachetną osobą, Hancer. Ale Beyza… ona nie jest twoją przyjaciółką.

Hancer milczała, jakby walczyła sama ze sobą.

— Rób to, co mówi ci mąż — ciągnęła Derya, pochylając się lekko w jej stronę. — Cihan nie zachowuje się tak bez powodu. Gdybyś naprawdę mogła jej pomóc, sam by cię do niej wysyłał. A co robi? Złości się. Odsuwa cię od niej. To powinno dać ci do myślenia.

Na moment zapadła cisza, w której słychać było tylko przyspieszony oddech Hancer.

— Nawet Sinem — dodała ciszej Derya — nie okazuje jej współczucia. A przecież ona ma serce bardziej miękkie niż ty. I mimo to trzyma się z daleka.

Hancer uniosła wzrok, jakby te słowa w końcu do niej dotarły.

— Cihan powiedział mi dokładnie to samo… — przyznała cicho.

— Właśnie. — Derya skinęła głową. — A to znaczy, że istnieje powód. I to ważny.

Hancer odetchnęła głęboko, jakby chciała zakończyć tę rozmowę.

— Dobrze… na mnie już czas.

Podniosła się lekko, ale Derya natychmiast chwyciła ją za rękę, zatrzymując.

— Proszę cię, Hancer. — Jej głos złagodniał, choć wciąż był stanowczy. — Kiedy wrócisz do rezydencji, idź prosto do swojego pokoju. Nie rozmawiaj z Beyzą. Zamknij za sobą drzwi i wyjdź dopiero wtedy, gdy Cihan wróci.

Hancer przewróciła oczami, wyraźnie zmęczona.

— Och, bratowo…

— Nie wzdychaj, tylko mnie posłuchaj — przerwała jej Derya. — Zjedz z nim kolację. Usiądźcie razem i porozmawiajcie. Jak dorośli ludzie. Bez kłótni.

Zawiesiła głos na chwilę, po czym dodała spokojniej:

— Beyza nie zostanie tam długo. Wkrótce odeślą ją do domu ojca. To wszystko minie… tylko nie niszcz swojego małżeństwa przez kogoś, kto na to nie zasługuje. Pozwól, żeby te mroczne dni jak najszybciej przeszły w zapomnienie.

Hancer powoli pokręciła głową.

— Nie mogę, bratowo…

Derya spojrzała na nią z niedowierzaniem.

— Czy ty siebie słyszysz? — zapytała ostro. — Naprawdę nie rozumiesz, co do ciebie mówię?

— Rozumiem — odpowiedziała Hancer cicho, ale pewnie. — Tylko że ty nie widziałaś tego, co ja widziałam.

Jej głos zadrżał, ale nie odwróciła wzroku.

— Dziś rano zobaczyłam kobietę, która kocha swojego męża do szaleństwa, a on nawet na nią nie patrzy. Kobietę, która płacze nad swoim dzieckiem, nie nad sobą. Jak mam ją zostawić? Jak mam udawać, że nic się nie dzieje?

Derya zacisnęła usta, ale nie przerwała jej.

— Nie zaznam spokoju — ciągnęła Hancer — dopóki Beyza nie będzie razem z ojcem swojego dziecka. Dopóki to wszystko się nie naprawi.

Zrobiła krok w stronę drzwi.

— Idę już. I proszę… nie zatrzymuj mnie.

Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i wyszła. Drzwi zamknęły się za nią cicho, ale dla Deryi ten dźwięk zabrzmiał jak zapowiedź nadchodzącej katastrofy.

Kobieta opadła ciężko na kanapę, przeczesując dłonią włosy.

— Ach, głupia dziewczyno… — wyszeptała z goryczą. — Gdybyś tylko wiedziała, że to Cihan jest ojcem tego dziecka…

Jej spojrzenie stwardniało.

— Sama kopiesz sobie dół pod nogami.

Po chwili wyprostowała się, a w jej oczach pojawiła się determinacja.

— Nie… tak dalej być nie może. — Jej głos nabrał siły. — Musisz wziąć sprawy w swoje ręce, Deryo.

Zacisnęła palce na podłokietniku.

— Teraz wszystko zależy od ciebie.


Yonca weszła do pokoju Beyzy bez pośpiechu, jak ktoś, kto czuje się tu niemal u siebie. W jednej ręce trzymała elegancką papierową torbę, drugą mimowolnie obejmowała swój lekko zaokrąglony brzuch. Jej kroki były ciche, ale pewne. Beyza, półleżąca na łóżku w satynowej piżamie, uniosła głowę i zmierzyła ją uważnym spojrzeniem.

— Co tutaj robisz? — zapytała chłodno. — Jeśli ciocia cię zobaczy, będą kłopoty.

Yonca uśmiechnęła się pod nosem i bezceremonialnie usiadła obok niej na łóżku, odkładając torbę.

— Już mnie zobaczyła — odparła lekko. — I wyobraź sobie, że sama wskazała mi twój pokój. Można powiedzieć, że przeszłam kontrolę bezpieczeństwa bez najmniejszych problemów.

Beyza zmrużyła oczy, nie do końca przekonana.

— Nie przeciągaj. Po co przyszłaś?

Yonca westchnęła teatralnie, po czym sięgnęła do torby. Jej palce powoli wydobyły z niej miękką, starannie zapakowaną protezę ciążowego brzucha. Położyła ją między nimi, jakby prezentowała coś wyjątkowo cennego.

— Na pewno nie dla przyjemności — powiedziała ciszej. — U mnie brzuch zaczyna być już widoczny, ale u ciebie jeszcze nie. A przecież musisz wyglądać wiarygodnie.

Beyza spojrzała na protezę, a w jej oczach błysnęło zadowolenie. Przeciągnęła dłonią po materiale, jakby oceniała jego jakość.

— Sprytne — mruknęła. — Bardzo sprytne.

Odłożyła ją obok siebie, jak coś, co wkrótce stanie się niezbędnym elementem jej planu.

Yonca nachyliła się ku niej. Jej ton stał się poważniejszy.

— No dobrze… powiedz mi teraz, jak wygląda sytuacja. Udało ci się przekonać Cihana?

Beyza oparła się wygodniej o poduszki. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu — chłodnego, wyrachowanego.

— Spokojnie. Wszystko idzie dokładnie tak, jak powinno — odpowiedziała. — Dzięki Hancer jestem coraz bliżej celu. On się złości, krzyczy, próbuje się bronić… ale to tylko oznacza, że zaczyna tracić grunt pod nogami.

— Jesteś tego pewna? — dopytała Yonca, marszcząc lekko brwi. — A jeśli jednak nie odejdzie od żony?

Beyza spojrzała na nią ostro, niemal z irytacją.

— Odejdzie — powiedziała stanowczo. — Nie ma innego wyjścia. Mnie może porzucić, ale swojego dziecka nie. Znam go. W końcu wybierze obowiązek.

Na chwilę zawahała się, jakby coś przemknęło jej przez myśl.

— Mam taką nadzieję…

Yonca natychmiast wyprostowała się, a jej spojrzenie stwardniało.

— Nie — przerwała jej ostro. — Tutaj nie ma miejsca na „mam nadzieję” ani „może”.

W jej głosie pojawiła się nuta ostrzeżenia.

— Pamiętasz, kto powstrzymał mnie przed aborcją? Ty. Wtedy byłaś pewna siebie, zdecydowana, nie miałaś żadnych wątpliwości. A teraz? — Przyjrzała jej się uważnie. — Co się zmieniło?

Beyza nie odpowiedziała od razu. Jej palce mimowolnie zacisnęły się na materiale kołdry.

Yonca nachyliła się jeszcze bliżej, ściszając głos.

— Posłuchaj mnie dobrze. Jeśli ten plan się nie powiedzie… — zawiesiła głos, patrząc jej prosto w oczy — zapłacisz mi. Zgadza się?

W pokoju zapadła cisza, ciężka i napięta.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 64.Bölüm i Gelin 65.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Panna młoda

Hanser przyłapana na gorącym uczynku. Zakazany telefon, który wstrząśnie rezydencją. Wyobraźcie sobie piękną Hanser uwięzioną w złotej klatce własnych wyrzutów sumienia. Trafiona lękiem, przerażona konsekwencjami swoich słów,…

Kiedy Cihan wychodził z pokoju, nikogo nie było widać, pomyślałam, że przyniosę kawę. Dziękuję przy okazji i gratuluję nowej funkcji. Po śmierci pani Yasemin fundacja straciła dawną…

Zobaczmy, jak długo wytrzymasz, Hancer. Musisz dokonać cudu. Teraz tylko utrudniasz mi życie.Najpierw próbowałaś się ode mnie uwolnić. Teraz chcesz pracować ze mną w tym samym pomieszczeniu….

Walter ‘Pico’ Michiels (62) overleden na euthanasie

Walter Michiels, die furore maakte als Pico in ‘F.C. De Kampioenen’, is donderdag overleden. De voormalige acteur koos voor euthanasie na een korte, kansloze strijd tegen een…

“Panna młoda” – Odcinek 101: (streszczenie)

Co się wydarzy w 101. odcinku tureckiego serialu „Panna młoda”? Hancer poznaje prawdę. Jest zdeterminowana, by zakończyć zwiazek z Cihanem. Emisja 101. odcinka „Panny młodej” w środę,…

VIDEO: Nederlandse agent is klaar met zachte handjes en grijpt keihard in bij tuig op straat

In een drukke Nederlandse straat liep een alledaagse situatie plotseling uit op een stevige confrontatie. Drie politieagenten besloten zonder aarzeling in te grijpen. De verdachten werden met…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *